X

Nie pierdol, idź na trening!

Gdyby ktoś robił ranking najbardziej chaotycznych tematycznie blogerów, to bym go wygrał bez dwóch zdań. Ostatni tekst napisałem o strojach wieczorowych, a teraz klnę jak szewc w tytule. Przekleństwo czasem jednak daje wyraz temu, co człowiek ma na myśli bardziej niż tysiąc innych słów.

Dobra, do rzeczy. Wiecie… są takie dni, że człowiekowi spada na głowę wszystko: „wstajesz i wiesz”, że to nie będzie dobry dzień. No chyba, że wierzysz w „Sekret”, to z pewnością tajemnymi mocami przyciągniesz do siebie dobrą energię, która wykona pracę za Ciebie. Jednak jeśli nie jesteś joginem i wstajesz lewą nogą, a potem wszystko „leci Ci z rąk” to musisz sobie jakoś inaczej poradzić. Tak, są takie dni, że nawet kiedy czekasz na windę, to zastanawiasz się czy ona przypadkiem nie jedzie z Honolulu. Plus minus dziś miałem taki dzień, chyba jeszcze się nie ogarnąłem po koszmarze, który ostatnio miałem. Śniło mi się, że Korwin chce mnie zabić w Dolinie Muminków (w linku szczegóły). Poza tym miałem dziś bardzo niewdzięczną robotę przed sobą. Ogarniałem konkurs. Wiecie, ponad 100 zdjęć do ogarnięcia, trzeba je było przyciąć, ponazywać, wrzucić do galerii i modlić się, żeby ci, którzy nie przeszli do drugiego etapu nie pisali do mnie z pretensjami. Nudne, żmudne i stresujące, a do tego dochodzi presja czasu. Od kiedy wstałem czytałem wiadomości i komentarze: „Ej! Kiedy to głosowanie!?”. Do tego jeszcze trochę maili, trochę wiadomości, trochę tego i tamtego. To jest naprawdę wycieńczające, jak nie wierzycie to zapytajcie kogoś kto pracuje w korpo, to jest ten styl pracy. Kiedy skończyłem te całe ambarasy nadszedł moment kiedy musiałem podjąć męską decyzję: iść czy nie iść na trening? W „skali niechcenia” dałbym sobie wtedy 9 na 10. No wiecie, wytyrany byłem jak bury osioł więc zacząłem szukać sobie wymówek. Teraz myśl dnia. Skupcie się.

Jeśli Ci się nie chce czegoś zrobić to zawsze znajdziesz 100 argumentów, żeby tego nie zrobić. I nie ważne czy są głupie czy nie. Jeśli zaczniesz ze sobą dyskutować, to prędzej czy później sam siebie przekonasz.

Tak właśnie jest, no może niektórzy mają trochę szybszą linię decyzyjną: nie chce im się i nic z tym nie robią. Ale jeśli zależy Ci na czymś, a z drugiej strony Ci się nie chce, to możesz popaść właśnie w tę psychologiczną pułapkę. Podobnie jest z nałogowcem, który mówi sobie, że „dziś sobie jeszcze dam jednego shota, a potem z tym zerwę”, plus argumentacja: „to był naprawdę stresujący dzień, muszę to zrobić”. No i tak… zacząłem mieć właśnie taki mały kryzysik. Ale wiedziałem, co robić. Trochę się ze sobą mocowałem i w końcu powiedziałem sobie: „Weź Saweczko nie pierdol, tylko idź na trening”, „No ale tekstu nie mam na dzisiaj na bloga…”, „I tak kurwa pomysłu nie masz!”, „No ale może…”, „Nie pierdol, idź na trening!”. I poszedłem na trening (dokładniej biegać interwałami jak to ostatnio robię). I to nie robiłem sobie żadnych bonusów, nie zmniejszyłem intensywności treningu, ani nie woziłem się na siłownię komunikacją miejską, tylko jak Pan Bóg przykazał poszedłem na nogach, żeby zażyć więcej ruchu.

To teraz czas na morał z tej historii. Nie chciało mi się iść biegać. Czułem się kompletnie zmęczony. Nie miałem pomysłu na tekst na dzisiaj. Nie maiłem ochoty na nic. Poszedłem biegać i skutki są następujące.

  • Wymyśliłem tekst na dziś (właśnie go czytacie).
  • Nie czuję się już zmęczony i zmulony. Wręcz tryskam życiem. To jednak prawda, że wysiłek fizyczny powoduje wydzielanie się endorfin.
  • Na treningu poprawiłem swój wynik (biegałem 37 minut interwałami i dziś przebiegłem pół kilometra więcej niż wczoraj). A myślałem, że dziś na nic nie mam siły już!
  • Dupy już się ślinią na myśl o moim odsłaniającym się sześciopaku.

Amen.

Ok, wiem, że to moja autorska metoda motywowania się. Wulgarna w chuj (ups…). Może wy macie jakieś swoje? Podzielcie się z tym, w dobie Facebooka dzielenie się jest modne.

Tomek

PS Pan na zdjęciu głównym wyraża swoje zdziwienie użyciem przekleństw w tym tekście. Wszelkich purytan proszę o wybaczenie, chociaż nie wiem za co tu przepraszać. :)

Nie pierdol, idź na trening!
Ocena: 5 (4 głosów)


Tomasz SaweczkoO AUTORZE Cześć, nazywam się Tomasz Saweczko (aka Łysy), z wykształcenia jestem matematykiem. Nie jestem ani pakerem, nie chodzę do kosmetyczki co drugi dzień, ani nie traktuję ulicy jak wybiegu. Zaś męskie dbanie o siebie, to dla mnie coś więcej niż tylko wygląd... Czytaj więcej!

Męska moda plażowa, wczoraj i dziś

Moda męska plażowa to stosunkowo nowa koncepcja (i znacznie młodsza od samej mody). Przez wieki ludzie korzystali z uroków mórz, rzek i jezior, tak jak ich natu...

CZYTAJ DALEJ...

Sauna, korzyści dla zdrowia i jak prawidłowo z niej kor...

Na temat sauny słyszałem wiele opinii, jedni twierdzą, że to placebo i nie ma żadnego wpływu na nasze zdrowie. Inni zaś, nie mogą przestać chwalić korzystneg...

CZYTAJ DALEJ...

Podręcznik stylu dla mężczyzn, pozycja obowiązkowa w mę...

Mam dla Was dobrą wiadomość, to będzie recenzja książki, którą naprawdę warto mieć w swoich zbiorach. Otrzymałem ją dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackie...

CZYTAJ DALEJ...